Ania z Zielonego Wzgórza

"Ania z Zielonego Wzgórza" w Teatrze Małym

Pierwsza w tym sezonie premiera Teatru Małego w Manufakturze bawi i wzrusza. Warto zobaczyć "Anię z Zielonego Wzgórza" choćby tylko dla Anny Wysockiej-Jaworskiej w tytułowej roli. W 1992 r. adaptację powieści Lucy Maud Montgomery przygotował Teatr Powszechny. W tytułowej roli występowała wówczas - na zmianę z Gabrielą Muskałą - Małgorzata Flegel, która wyreżyserowała w Teatrze Małym pokazane premierowo w weekend przedstawienie. Pomysł Flegel na dziewczyński bestseller wszech czasów: zgodny z duchem oryginału optymistyczny spektakl o tym, że warto żyć, zrealizowany tradycyjnie, bez eksperymentów i dostosowywania do współczesnych realiów. Z małymi wyjątkami - Ania ma wystąpić w koncercie, a nie żywym obrazie, a Gilbertowi w odwecie za to, że nazwał ją marchewką, nie rozbija na głowie tabliczki - dziś musiałaby chyba przyłożyć mu tabletem. Dobra Ania Spójniejszy jest pierwszy akt przedstawiający opowieść od momentu, gdy Maryla i Mateusz czekają na przyjęcie chłopca z domu dziecka (a dostają rudą dziewczynkę), po decyzję, że Ania jednak u nich zostanie. Drugi akt rozpada się nieco na ciąg scen - do gry wchodzi Gilbert, następuje pomyłkowe upojenie Diany winem porzeczkowym, pod choinką pojawia się wymarzona suknia z bufiastymi rękawami, umiera Mateusz, pojawia się groźba sprzedania Zielonego Wzgórza... Uwaga młodego widza nieco się rozprasza, tempo miejscami siada. Zakończenie jest otwarte (Montgomery zostawiła furtkę dla kolejnych części), ale można się domyślić, że Gilbert i Ania zostaną parą (dramatyczny szept z widowni: "No kiedy ją pocałuje?"). Rolę morału pełni finałowa piosenka o radości życia i marzeniach. Nie ma dobrej "Ani" bez dobrej Ani. Niełatwo odegrać rolę egzaltowanej, temperamentnej dziewczynki, która chciałaby mieć na imię Kordelia, a prowadzącą na Zielone Wzgórze aleję nazywa "białą drogą rozkoszy". A Annie Wysockiej-Jaworskiej udało się to świetnie. Z pełnym przekonaniem "wpada w otchłań rozpaczy" i zarzeka się, że "dzikie rumaki nie wydrą z jej duszy tej tajemnicy". Jak bije się w piersi, słychać ją w całej Manufakturze. Scena przeprosin Małgorzaty jest przezabawna. Publiczność kupiła Anię Wysockiej-Jaworskiej od razu. To sceniczny debiut ubiegłorocznej absolwentki łódzkiej Szkoły Filmowej i na pewno nieostatnia bardzo dobra rola. Bawi i wzrusza Wysockiej-Jaworskiej dzielnie, nieco komediowo dotrzymuje kroku Ola Rodzik jako Diana Barry. Loretcie Cichowicz dobrze udało się poprowadzić przemianę zimnej, pragmatycznej Maryli i pokazać ewolucję jej relacji z Anią. Marek Lipski przekonuje w roli poczciwego, pełnego ciepła Mateusza. Wyrazistą sylwetkę energicznej Małgorzaty stworzyła Magdalena Drewnowska . Najmniej do zagrania miał Rafał Dąbrowski (Gilbert), ale mali widzowie zapamiętają go na pewno, bo - jak to często w Teatrze Małym bywa - stworzono warunki do interakcji z publicznością. Mały jest mały, nie ma miejsca na rozbudowane dekoracje ani możliwości częstych ich zmian. Warunki wymusiły na reżyserce ograniczenie miejsca akcji do wnętrza domu Cuthbertów. Agnieszka Izydorczyk wyposażyła je prosto, ale estetyczne i w dobrym guście. Pomysłowo, za pomocą światła, przenosi się uwagę widza z salonu do sypialni Ani. Ładne kostiumy zaprojektowały Monika Sulejewicz i Katarzyna Mazurkiewicz. "Ania z Zielonego Wzgórza" bawi i wzrusza - nie tylko dzieci (wbrew obiegowej opinii, że odbierają powieść Lucy Maud Montgomery jako ramotkę). Teatr Mały adresuje nowy tytuł do uczniów podstawówki i dla niektórych może to być jedyna szansa na zapoznanie się z tą klasyką literatury młodzieżowej. Po spektaklu wystawiono na licytację książki, które przekazało teatrowi Wydawnictwo Literackie (za zebraną kwotę aktorzy wystąpią dla mieszkańców domu dziecka). - A po co? Przecież w mojej szkole to nie jest lektura - szczerze się zdziwiło jedno z dzieci.

Izabella Adamczewska 12.10.2015      wyborcza.pl Łódź

Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura