Scenariusz dla trzech aktorek

Na koniec sezonu dużo „mięsa", za to mało „flaków".

Premiera „Scenariusza dla trzech aktorek" Bogusława Schaeffera w reżyserii Bogusława Semotiuka w łódzkim Teatrze Małym w Manufakturze

Łukasz Kaczyński

Jest coś imponującego w pomyśle Teatru Małego w Manufakturze, by zakończyć sezon premierą “Scenariusza dla trzech aktorów” Bogusława Schaeffera. A właściwie „dla trzech aktorek”, bo za zgodą autora reżyser Bogusław Semotiuk przepisał na ko¬biecą obsadę sztukę napisaną z myślą o dream-teamie: Miko¬łaj Grabowski, Jan Peszek i An¬drzej Grabowski, który dostar¬czył też do niej tematu. Sztukę od ponad 20 lat bijącą rekordy wystawień i przeniesioną do Teatru Telewizji. Zmierzyć się z taką obsadą i taką legendą nie każdy teatr może. Potrzeba tu wnikliwego reżysera, który zachowa istotę wielopłaszczyznowego tekstu, oraz aktorów, którzy uniosą ideę teatru instrumentalnego Schaeffera. O ileż łatwiej sięgnąć np. po Szekspirowskiego „Otella", wystawić go jako płaską historię małżeńskiej zdrady i graf na pół gwizdka - pry¬watne teatry warszawskie objeżdżają z takimi „produktami” kraj i wracają z pełną sakiewką.

Ze „Scenariuszem…” jest ina¬czej. Jest on nieustanną zabawą w stwarzanie teatru „tu i teraz" i jego rozbrajaniem. Nie można go zagrać kilkoma chwytami, ze¬stawem grymasów i póz, bo on sam nieustannie nimi żongluje, demaskuje i parodiuje, obnażając wszelki fałsz i asekuranctwo. Schaeffer napisał sztukę wiele wymagającą od aktora, ale będącą hołdem dla niego jako twórcy i dla teatru. Zresztą teatr, jako zespół środków, ale też towarzyskich obyczajów i charakterystycznych typów osobowych, jest tu też podstawową materią. Scena „Małego” zbliżona jest do przestrzeni, w jakiej przez lata w Teatrze Stu najsłynniejszą wersję „Scenariusza…” grał wspomniany drem-team i dobrze się nadaje do jego realizacji. Zapewnia bliski kontakt z aktorkami, a w sali jest dość miejsca na swobodną krzątaninę i podważanie umowności relacji widz-aktor. Przepisanie sztuki na kobiecą obsadę tworzy między protagonistkami inne, zaskakujące napięcia, inny rodzaj i temperaturę relacji niż w pierwowzorze – które Bogusław Symotiuk, zdaje się dobrze wyczuwa. Mniej w tym gry na przewagi, autokompromitacji, a i wycieczki osobiste mają większy ciężar - sprawdza się porzekadło, że nikt tak nie obmówi kobiety jak druga kobieta. „Scenariusz.,." sam w sobie jest, jak wiadomo, do pewnego stopnia muzyczną partyturą - i to realizowane jest na scenie bardzo dobrze. Intona¬cja, składnia, długość zdań i rytm ruchów stają się walorami muzycznymi, zespolone z dźwiękami wydobywanymi z przedmiotów i z ciał aktorów.

„Instrumentami" stają się przedstawicielki trzech pokoleń aktorek, z którymi Semotiuk wy¬pracował naturalność i lekkość gry zasługujące na uznanie. Autentyczność zapewnia nasycenie tekstu sztuki grą z wątkami biograficznymi. Odpowiedź na pytanie, na ile ekshibicjonizm jest na serio, zostaje zawieszona. Reżyserka (Loretta Cichowicz) za marsowym obliczem skrywa dramat niespełnienia, a może też ”zwykły” dramat życiowy. Osiąga wyżyny ekspresji, gdy wpada w romantyczną emfazę i poskramia (dosłownie) niepokorne i nieuznające powagi aktorki, aż wypala się wybita z rytmu. Aktorka bardziej doświadczona (Magdalena Drewnowska, niegdyś w zespole Teatru im. Jaracza) widzi w realizacji sztuki szansę na powrót na scenę – stara się pokazać, że stać ją na wiele. Nie tylko potrafi dobrze czytać reżyserskie wizje, ale też je ulepszyć – a w metamorfozach nikt jej nie dorówna. Aktorka zaczynająca karierę (Maria Semotiuk) też jest gotowa na wiele, gdy trzeba nawet zagra na skrzypcach. Niesio¬na młodzieńczymi marzeniami o sztuce wzniosłej, choć do zie¬mi ciągnie ją rzeczywistość wymusząca pracę w serialu. Ich próby rozpoczęcia prób układają się w dywagacje o relacjach między sztuką jako przemyślaną konstrukcją a sztuką przeintelektualizowaną, sztuką - eksperymentem, a sztuką spod znaku „czystych” emocji i wiadra z czerwoną farbą. A te nie straciły na ważności – ba, każą na no¬wo zrewidować spojrzenie na teatr: czy ktoś nie serwuje nam na pięknym talerzu barwnej, ale jednak wydmuszki. W „Małym” nabierają dodatkowo szczególnego znaczenia. Bo jak to tak? Prywatna scena, ze środków publicznych niedotowana, której jedynym mecenasem jest publiczność, sięga po rzecz mało komercyjną, operującą całym spektrum komizmu - od wyrafinowanych pastiszy kanonu literatury, przez absurdalne wolty w rodzaju „flaczków mięsa", : po ludyczne grepsy „językiem prostego człowieka", ale nigdy nie obrażające inteligencji.

„Scenariusz…'' to czwarta w tym sezonie premiera w tea¬trze Mariusza Pilawskiego, czym wypełnił on zobowiązanie dane jesienią. Premiera odbyła się w dniu 6. urodzin tej sceny. Te¬atr Mały powstał jako scena lekka, ale nie głupia, i po takie sztuki sięga, nawet jeśli są to komedie. Teraz przygotował pełnokrwiste artystyczne wydarzenie, Dobra wiadomość przed siód¬mym sezonem TM.

www.dzienniktodzki.pl
 

Aktorki zamiast aktorów.

Warto się wybrać. Wcale się nie dziwię, że mistrz Bogusław Schaeffer, którego ideą i filozofią twórczą w muzyce, grafice i dramacie jest eksperyment, przystał na to, by „Scenariusz dla trzech aktorów", wsławiony kreacjami Jana Peszka, Andrzeja Grabowskiego, Mikołaja Grabowskiego, zagrały panie.

W Teatrze Małym w Manufakturze będący kompozycją dramatyczno-kabaretową tekst z powodzeniem na „damską stronę" przełożył Bogusław Semotiuk - aktor, reżyser, pedagog w PWSFTviT. Wiek aktorek różny, temperamenty też, myśl prowadzona spójnie: jak łatwo zdeformować tekst. Sztuki Schaeffera to partytury teatralne, prowokacja do gry tym, co kryje się poza prostym znaczeniem słów, a wymaga reakcji i refleksji „aktora instrumentalnego".

Fabułę da się zamknąć w stwierdzeniu: odbywa się kilka spotkań, trwają przygotowania do wystawienia nowej sztuki. Może zrobić wrażenie powoływanie się na filozofów, sceniczne polemizowanie z tezami takiego np. Heideggera, może ucieszyć małpie wchodzenie na słupy i figury gimnastyczne, ale...
Reżyser przedstawienia (mającego tempo i akcję) konfrontuje hucpiarskie popisy, udające twórcze poszukiwania, z jasno nazwaną prawdą: „nie patrz w dal, wal po szmal".

Panie dodały sztuce humorystycznych akcentów, m.in. konwersując z widzami o swoim życiu i sukcesach zapisanych w recenzjach. Grają na wszystkich nutach wyobrażeń o artystycznej pozycji. Często teksty Schaeffera interpretowane są tak, by widz poczuł, że bohaterowie to kabotyni, ale jednak geniusze. W tym wydaniu zderzenie wzniosłości sztuki z praktyką wiedzie ku Kabaretowi.
Loretta Cichowicz skutecznie buduje wizerunek zahukanej pani reżyser z przywiędłymi ambicjami. Maria Semotiuk, grając kompozytorkę i aktorkę, stara się wpisać w reżyserskie imaginacje. Naturę hipiski, performerski luz i ochotę do zabawy sztuką ma Magdalena Drewnowska. Aktorka (z każdą kolejną rolą coraz ciekawsza) czasem szarżuje, ale jest w tym wdzięk i cel.

Sztukę, którą można uznać za podsumowanie doświadczeń, Teatr Mały, kierowany przez Mariusza Pilawskiego, wystawił na swoje szóste urodziny. Dylematy, co grać i jak, by zadowolić widzów, próbować zaspokoić aspiracje artystów i związać koniec z końcem, zna bardzo dobrze. Scena w Manufakturze przez wakacje będzie działała w soboty (godz. 19.15). „Scenariusz..." jest w ofercie 22 sierpnia.

Renata Sas


Stowarzyszenie Komedia Łódzka

Teatr Mały w Manufakturze
ul. Drewnowska 58b, 91-002 Łodź

Teatr Mały w Manufakturze

Manufaktura